Czerwiec w ogrodzie ʼ26

 

Tak długa cisza – bo miesięczna – to na moim blogu nowość, lecz
tematyka, która na nim aktualnie gości w pełni oddaje powód tego milczenia.
Kocham lato i ogród, dlatego każdą wolną chwilę, poza zwykłymi codziennymi
obowiązkami, spędzam wokół domu. Ta aktywności pozwala na wyciszenie oraz
poukładanie myśli przez skupienie na pracy, która sprawia przyjemność i relaksuje.
Rośliny dają poczucie spokoju i pozwalają na chwilę zwolnić w szybkim tempie życia.
Oczywiście, gdzieś z doskoku starałam się czasem pozostawić ślad w komentarzach
pod Waszymi postami, ale pisać swoich…nie miałam czasu. To dlatego opowieść
i obszerną fotorelację z czerwcowego ogrodu publikuję dopiero w lipcu ;-)

Do niedawna mocno absorbowały mnie konieczne do wprowadzenia zmiany,
czyli pozbycie się z rabaty bylinowej potężnego, ekspansywnego miskanta, a także
wykopanie z innego zakątka róży pnącej „New Dawn.” To z kolei pociągnęło za sobą
prace wymagające nowej aranżacji przestrzeni. Poza tym ogród jako żywy ekosystem
wymaga ciągłej pielęgnacji, czyli m.in. wycinania przekwitłych kwiatostanów, a przy mojej
kolekcji piwonii, rododendronów i innych roślin – miałam, co robić. Nadejście upałów to
z kolei wzmożony czas wieczornego podlewania, a przede wszystkim popołudniowa,
ogrodowa strefa relaksu, czyli basen, lody… leżaczek w cieniu i zimne napoje ;-)

Tyle o mnie, czas na czerwcową fotorelację… lecz uprzedzam na wstępie, że zdjęć
będzie niemożliwie dużo, więc to post dla wytrwałych, a na pewno dla podobnie jak ja
pozytywnie zakręconych pasjonatów ogrodnictwa. Zatem, żeby nie było uprzedziłam ;-)
Rozpocznę skromnie i niepozornie. Nie od piwonii, ani od róż, a od jarzmianki większej.
To bylina o subtelnych, różowych kwiatach, które nadają jej dekoracyjnego pokroju.
Kwiatostany, otoczone od dołu podkwiatkami, nadają całości charakterystyczny,
koronkowy wygląd. Jarzmianka łączy w sobie nienachalną, elegancką, wręcz
biżuteryjną urodę z niezwykłą odpornością, gdyż jej liście stanowią
naturalną barierę, której... nigdy nie naruszą ślimaki.



Ten, który wpychał się w plan zdjęciowy jarzmianki, to równie niepozorny,
ale jakże śliczny – pierwiosnek Viala.
W czerwcu ze środka rozety wyrastają sztywne
pędy kwiatostanowe zakończone strzelistymi, stożkowatymi kłosami. Pojedyncze
różowe kwiaty są małe, drobne, dzwonkowate, a ich barwa kontrastuje
z krwistoczerwonym kielichem. Mały, ale ma moc!



Absolutnie niepozorne są również żurawki. Zwykle ich nie prezentuję, ale tym razem
zrobię wyjątek, bo ich oryginalne w kolorystyce liście stanowią cudowne urozmaicenie
wszechobecnej wokół zieleni. I choć lepiej byłoby im w półcieniu, to i tak pięknie radzą
sobie na słonecznej rabacie. Nawet jeśli upalne promienie przypalą pojedyncze liście,
to wycinam je, by w ten sposób pobudzić roślinę do wypuszczania kolejnych.


Po raz pierwszy zdecydowałam się na pysznogłówkę, bo jest to niska odmiana
o gęstych „czuprynkach.” Posadzona na dwa tygodnie przed nadejściem upałów,
niestety, w pełnym słońcu szybko straciła swe kwiaty, które wyschły, jak siano.

Tu występuje na tle szałwii, które w tym roku jakoś tak słabiej zakwitły.


Niezawodnie i silnie kwitnie za to każdego roku dyptam jesieniolistny.
Roślina posiada całkowicie mrozoodporną karpę korzeniową (gołe pędy, z których
opadną liście, obcinam przed zimą) i nie interesują się nią żadne szkodniki, ani nie atakują
choroby. Poza opisanymi walorami, nie bez znaczenia jest wygląd tych dostojnych
i niesamowicie dekoracyjnych oraz długo kwitnących kwiatostanów.

Jest więc byliną idealną 🌸 Pomimo niesprawiedliwie złej sławy, jaką owiany jest dyptam,
dokupiłam w tym sezonie jeszcze jeden egzemplarz, w tej samej kolorystyce.

Dyptam rośnie w towarzystwie kocimiętki.



Pięknie przenikają się kwiatostany obu roślin, pomimo, że kocimiętka
samodzielnie nie prezentuje się zbyt spektakularnie. Ma jednak
inną zaletę – oboje z mężem uwielbiamy jej zapach ;-)

Za to na uwagę zasługuje trzykrotka wirginijska, która obficie zakwitła u podnóża
różanecznika. Muszę przyznać, że poza podlewaniem nie dbam o nią… w ogóle. Nigdy jej
nie nawoziłam, więc jest zupełnie bezobsługową, a jednocześnie dekoracyjną byliną.
Jej trójpłatkowe, fioletowe kwiatuszki ślicznie kontrastują z żółtymi pylnikami.



Uwielbiam ostróżki za romantyczny wygląd. W tym sezonie powiększyłam kolekcję
o białą i fioletową, gdyż ku mojej radości przezimowały mi dwie odmiany w niebieskiej
kolorystyce. Wszystkie, które miałam dotychczas pomimo, że to bylina – zamierały tuż po
zimie, co tłumaczę sobie ciężką ziemią w ogrodzie, która długo, bo aż do wiosny trzyma
wilgoć. To z kolei dla wielu roślin o delikatnym systemie korzeniowym wymagających
przepuszczalnej gleby mogą być warunki „zabójcze.” Od tej wiosny sadzę więc
każdą bylinę w kompoście ogrodowym przysypując jedynie z góry ziemią
z ogrodu, by nadmiernie nie przesychały w upalne lato.



Przed ostróżkami rośnie łatwy i niewymagający w uprawie – aster alpejski.
W pierwszym planie, bo to miniaturowa bylina idealna na obwódki, lecz gdy
zakwita, to czaruje. Wyrazisty, żółty środek kwiatu na smukłych łodyżkach
otaczają wąskie, długie płatki o jasnofioletowej barwie.




Firletka smółka zadomowiła się na dobre, bo tak obficie nie zakwitła nigdy dotąd.
Jej karminowo-różowe delikatne, wiechowate kwiatostany rozwijają się
na długich łodygach, tworząc efektowne kompozycje w ogrodzie.


W towarzystwie firletki rośnie ubiorek wiecznie zielony Absolutely Amethyst.
Ta urocza, niewielka bylina w tym sezonie zakwitła jeszcze piękniej, niż
po posadzeniu ubiegłorocznej wiosny. Podczas kwitnienia wspaniale
prezentują się jej baldachogrona o ametystowej barwie.



Łubin tworzy kępy dekoracyjnych liści, które stanowią
ciekawe tło dla wzniesionych wiech o silnej barwie.



W sąsiedztwie łubinu wyrosła naparstnica purpurowa, która doskonale
komponuje się w ogrodach rustykalnych i naturalistycznych. Uwielbiam jej urokliwe
dzwonki, a nader wszystko to, że w każdym sezonie pozostawia po sobie nowe siewki
w kolejnych miejscach rabaty, a ja je z troską pielęgnuję. I to w niej wyjątkowe, bo mimo,
że jest rośliną dwuletnią (rozwija się wegetatywnie w pierwszym roku, kwitnie w drugim,
a następnie zamiera) stale gości na rabacie i obdarowuje mnie swym kwitnieniem.

Czas na róże rabatowe. W towarzystwie naparstnicy i łubinu rośnie jedna z moich
ulubionych. Rozpisywałam się wielokrotnie o kolekcji róż, które zaprosiłam
do ogrodu, więc dziś ograniczę się jedynie do pokaźnej fotorelacji.





















Piwonie bylinowe to dla mnie niezmiennie królowe ogrodu.
Okazały krzak piwonii to widok, jaki kojarzy nam się zarówno z wiejskim
ogrodem babci, jak i pałacowym dziedzińcem. Warto sadzić piwonie nie tylko dlatego,
że są piękne i efektowne, ale też uczą nas czegoś ważnego. Uczą cierpliwości, pokory
wobec cyklu natury i umiejętności czekania na to, co naprawdę wyjątkowe. Bo piwonia
potrzebuje czasu, odpowiedniego miejsca, spokoju. I choć przez większość roku
zdaje się niepozorna, to w odpowiednim momencie eksploduje życiem
rozpoczynając swój zachwycający spektakl kwitnienia.









































Tym, którzy dotarli do końca gratuluję i dziękuję 💖
Życzę Wam przepięknego lipca 👒👙🌞
Do usłyszenia…
Anita

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Narodowy Rezerwat Fauny Andyjskiej Eduardo Avaroa w Boliwii.

Maj w ogrodzie ´26

Czerwiec w ogrodzie ´24

GÓRY – wyjście poza strefę komfortu…

Zaczęło się od trzęsienia ziemi…

Dynie Baby Boo z mojego warzywnika…

Moje torty: chałwowy z warstwą rafaello ;-)

Santiago – kosmopolityczna stolica Chile.

Stary cmentarz w Rzeszowie.

Wrzesień w ogrodzie ´23