Moje hoje.
To
opowieść o cierpliwości i miłości do roślin, bo bez nich nie wyobrażam sobie
domowych wnętrz. Wiedziałam, że hoje są wyjątkowo kapryśne, a ich kwitnienie
w warunkach domowych dość… nieoczywiste. Mimo to już same liście tej rośliny
są wystarczająco dekoracyjne, dlatego (przed kilku laty) podjęłam wyzwanie.
Hoja carnosa to popularne,
długowieczne pnącze doniczkowe cenione za
dekoracyjne liście oraz piękne, drobne kwiaty zebrane w baldachy.
Hoje
pochodzą z Azji Południowo-Wschodniej, Australii i wysp Pacyfiku,
gdzie występują w większości jako pnącze porastające chropowatą korę drzew lub
korzeniące się w szczelinach skalnych. Ta egzotyczna roślina wykorzystuje więc
drzewa
lub skały jako podporę. Wśród gatunków hoi można spotkać rośliny o liściach:
okrągłych,
lancetowatych, podłużnych, a także w kształcie serca. Ciemnozielone, mięsiste liście
hoi najczęściej pokryte są tzw. „splashem”, czyli drobnymi kieszonkami
powietrza dającymi efekt srebrzystych smug lub rozbryzgów.
Mam
trzy rośliny, które zazieleniły kuchenne kąty –
dwie tej samej odmiany o grubych, błyszczących liściach,
pochodzą z sadzonek pędowych ukorzenionych w wodzie…
a
trzecią hoję sigillatis o odmiennym
kształcie liści z mnóstwem
srebrno-białych odbarwień, zakupiłam w kwiaciarni,
lecz póki co, nie doczekałam się jej kwitnienia.
Liście
hoi magazynują wodę, dlatego nauczyłam się nie podlewać jej „na zapas,”
aby nie doprowadzić do gnicia rośliny. Na zapas gromadzę jedynie zasoby
deszczówki,
którą podlewam wszystkie domowe kwiaty. Roślinom tropikalnym nie służy twarda
woda
z kranu, lecz letnia, miękka woda, np. przegotowana i odstana, filtrowana lub
właśnie
deszczówka. Ponadto, od wiosny do późnego lata zasilam czasem hoje pałeczkami
nawozowymi do roślin kwitnących i raz do roku oczyszczam z kurzu liście.
Miejsce,
które dla nich wybrałam to stanowisko o wschodniej ekspozycji.
Z trzech, które rosną w kuchni, zakwitła tylko jedna, a dbam o nie dokładnie
tak samo, zarówno pod względem nawożenia, jak i podlewania. Cóż…
ich błyszczące głęboką zielenią liście są więc wystarczającą ozdobą.
Jednak to podczas kwitnienia prezentują się spektakularnie!
Kwiaty
hoi są drobne, wyglądem przypominają gwiazdki i sprawiają wrażenie, jakby
były wykonane z wosku. Stąd hoja często
mylona jest z woskownicą – zupełnie innym
rodzajem roślin. Hoja (Hoya) należy bowiem do rodziny
toinowatych. To pnącze, które
w naturze rośnie jako epifit (w szczelinach skał lub na drzewach, ale nie jako
pasożyt).
Tymczasem
prawdziwa woskownica (Myrica) należy do rodziny woskownicowatych.
Są to zazwyczaj krzewy lub małe drzewa rosnące często na podmokłych terenach.
Dużym
zaskoczeniem była dla mnie informacja, że hoja zakwita na tych
samych pędach kwiatostanowych przez co (podobno) z wiekiem kwitnie obficiej.
Hodowana w domu, wymaga podpory lub podwiązania, by mogła się piąć. Jeśli nie
zapewnimy jej takiej możliwości, zaobserwujemy, jak poszczególne pędy szukają
wsparcia sięgając na wszystkie możliwe strony, by po kilku tygodniach opaść.
Wyczytałam
też, że pierwsze kwitnięcie hoi, nawet przy największych
staraniach (polegających na poświęcaniu jej minimum uwagi), może nastąpić
dopiero po kilku latach. Kiedy jednak już raz pojawią się na niej kwiaty, potrafi
wypuszczać je nawet kilka razy w roku. Czekam zatem z niecierpliwością ;-)
Opowieść o moich hojach jest zapowiedzią powrotu comiesięcznych
relacji z ogrodu, na które zapraszam już w następnym wpisie!
Z najcieplejszym, wiosennym pozdrowieniem… Anita
















Komentarze
Prześlij komentarz