Cmentarz lokomotyw na boliwijskim Altiplano jedną z najbardziej ikonicznych atrakcji turystycznych regionu.
Jest
na świecie miejsce, które budzi nostalgię za epoką pary i pierwszych podróży
koleją.
Opuszczone lokomotywy stoją tu jak strażnicy dawnej świetności, tworząc pejzaż
pełen
historii i zadumy. To miejsce, w którym czas zatrzymał się w połowie ubiegłego
wieku.
Wizyta tutaj to wstęp do niezwykłej podróży przez krajobrazy, które wyglądają
wręcz
nierealnie, jak z innej planety. Pośród piasków stoją wraki lokomotyw i wagonów
będących wspomnieniem pamiętającym czasy postępu boliwijskiej kolei.
Jeszcze
jakieś sto lat temu nie mieszkał tu prawie nikt. Nawet odporni na zimno
i przyzwyczajeni do dużych wysokości Indianie omijali z daleka tę część
Boliwii.
Nie chcieli żyć na wyziębionej, słonej pustyni, na wysokości 3670 m n.p.m.
w miejscu, które przypominało jeden z krańców świata.
Nazwali je Uyvinto, czyli „tam, gdzie wieje wiatr.”
Na
początku XIX wieku wszystko się zmieniło. Niechciane miejsce
na bezdrożach andyjskiego płaskowyżu zaczęło zyskiwać na znaczeniu.
Brytyjczycy rozpoczęli w Boliwii budowę sieci kolejowej, która miała połączyć
górnicze miasta w Andach z portami w Chile i Argentynie. Leżące na
strategicznym
skrzyżowaniu linii Uyuni, szybko
stawało się tętniącym życiem centrum tego
ambitnego przedsięwzięcia. Do pracy ściągano angielskich inżynierów,
a nowoczesne lokomotywy i wagony zamawiano głównie
w Wielkiej Brytanii oraz Stanach Zjednoczonych.
Właśnie
tu na suchym, wietrznym Altiplano skrzyżowały się trzy największe
w tej części Ameryki Południowej linie kolejowe łączące Boliwię, Argentynę i
Chile,
które przewoziły srebro, cynę, cynk i inne surowce z andyjskich kopalń do
portów
Ameryki Południowej. Transportowano nimi z głębi kontynentu do portów
nad oceanem przynoszące spore zyski, surowce mineralne.
Czas
świetności skończył się jednak w latach 40-tych XX wieku, gdy
boliwijskie górnictwo zaczęło podupadać z powodu wyczerpania zasobów.
Zamykano wtedy kopalnie jedna po drugiej. Skutkiem nieodwracalnej dekoniunktury
był upadek przewozów towarowych, zatem i linie kolejowe straciły na znaczeniu,
a kosztowne w utrzymaniu tabory porzucono na skraju pustyni.
To
niezwykłe miejsce stało się żywym symbolem przemijającego czasu,
bo przedstawia w sposób najbardziej wymowny losy upadku kolei żelaznej.
Zgromadzone na pustyni zdezelowane wraki wciąż imponują rozmachem oraz
ciężarem historii kolei tej części Ameryki Południowej na przestrzeni wieków.
Ze
względu na silne, słone wiatry wiejące z pobliskiego solniska, metalowe
konstrukcje uległy silnej korozji, co nadaje im unikalny, postapokaliptyczny
wygląd. A samo miejsce spoczynku parowozów jest wciąż żywą
legendą i pamiątką po czasach rozkwitu kolei żelaznej.
Dziś
cmentarzysko przypomina otwarty skansen, choć nie ma tu kas,
ogrodzeń, tabliczek ani wyznaczonych tras zwiedzania. Można swobodnie
eksplorować teren pomiędzy stalowymi wrakami. To właśnie otwartość
tego „muzeum kolejnictwa pod gołym niebem” oraz surowy charakter
miejsca nadają mu niesamowitą, autentyczną atmosferę.
Choć
sieć trakcyjna nigdy tu nie istniała – pociągi były parowe – do dziś
przez
region przebiegają czynne tory, którymi kursują m.in. pociągi pasażerskie na
trasie
Oruro – Uyuni – Villazón. A wydaje
się, że te tory prowadzą donikąd…
Dla
fanów kina ustawiono w pobliżu wyspawane z metalu figury prezentujące
bohaterów filmów fantastycznych (tak sądzę, bo obca mi to tematyka).
Tuż
przy cmentarzysku lokomotyw kwitnie też drobny handel.
Atrakcyjność
cmentarzyska podkreśla jego wyjątkowa lokalizacja w pobliżu
solniska Salar de Uyuni oraz w bezpośrednim sąsiedztwie miasta Uyuni, w którym
z kolejowych czasów prosperity pozostało niewiele. W powstałej wówczas osadzie
zbudowano pierwsze domy, kościół i oczywiście stację kolejową. Aktualnie z
małego
dworca kilka razy w tygodniu odjeżdżają dalekobieżne pociągi pasażerskie do
Oruro i miasta Villazón na pograniczu Boliwii i Argentyny.
Dziś
Uyuni jest znów cichym i melancholijnym miasteczkiem.
Między społecznościami wokół Salar de Uyuni istnieje sieć
osad,
często o charakterze rolniczo‑pasterskim,
zamieszkiwanych przez
ludność andyjską należącą głównie do Indian Aymara i Quechua.
Języki, zwyczaje i wierzenia silnie definiują tę
społeczność, której kultura przenika
do codziennego życia. To dlatego murale, pomniki i płaskorzeźby w Uyuni
często przedstawiają codzienność mieszkańców Altiplano, tradycyjne
stroje oraz historię regionu, w tym motywy związane z koleją.
W mieście znajduje się m.in. charakterystyczny pomnik upamiętniający rajd Dakar.
Boliwijczycy
są dumni z faktu, że najsłynniejszy rajd świata
przebiegał przez te tereny, dlatego pamiątki po Dakarze odnajdziemy
w różnej formie, również jako mural na leciwej elewacji budynku.
W andyjskiej części kraju – Altiplano – architektura jest
surowsza i ściśle powiązana
z lokalnymi zasobami. W małych miejscowościach powszechne są
tradycyjne domy
z adobe – cegły suszonej na słońcu. Zapewniają doskonałą izolację termiczną,
co jest kluczowe przy dużych dobowych wahaniach temperatury.
Architektury miasteczka z jednej strony jest bardzo skromna,
a z drugiej zadziwiająca i pełna twórczego rozmachu ;-)
Dobrze zaopatrzone sklepy w Uyuni…
I wejście do hotelu…
który oferował przytulność i ciepło podczas mroźnych nocy na Altiplano.
Do
usłyszenia w kolejnych boliwijskich opowieściach
Z serdecznym, majowym pozdrowieniem…
Anita


































Komentarze
Prześlij komentarz