Witam grudzień na zimowo… i zaczynam dekorować dom.
Poszłam w klasykę. Mimo, że jesień trwa w najlepsze, to nie ma takiej siły, która mogłaby powstrzymać mnie przed grudniową gorączką dekorowania domu w zimowo-świąteczne akcenty. To jest ten czas, w którym głęboko schowane „dziecko” wychodzi na światło dzienne. Nie wiem skąd tak mam i nie ma to już raczej większego znaczenia, bo skoro na przestrzeni tylu lat mi nie przeszło to wiem, że to już stan chroniczny i nieuleczalny. Dekorowanie domu w tym przedświątecznym okresie sprawia mi tyle nieopisanej radości. Za to w najpiękniejszym momencie roku – w okresie świąt Bożego Narodzenia, dom lśni wyjątkowym blaskiem. Skoro mowa o blasku, to świeca symbolizująca pierwszą niedzielę Adwentu już zapalona. Tylko wieniec ma kształt podłużny, ponieważ kolisty nie zmieściłby się na kominku. Nie przywiązuję uwagi do tego, jaki panuje trend w dekoracjach i nie ulegam modom. To co mi w duszy gra, decyduje o efekcie kompozycji. Rozpoczęłam od klasyki, czyli cz...