Targ Czarownic w Boliwii… szok kulturowy dla przyjezdnych.
Leżąca
w sercu Andów Boliwia jest krajem bardzo zróżnicowanym.
Oprócz niezwykłej przyrody zaoferuje nam fascynującą mozaiką kolonialnej
historii, eklektyczną mieszankę kultury hiszpańskiej, tajemniczych ludowych
wierzeń oraz niespotykane gdzie indziej tradycje. Bogactwo kulturowe
i naturalne Boliwii sprawiają, że jest ona niezwykle interesująca dla
odwiedzających. Ogromna różnorodność krajobrazów, barwna
i żywa kultura indiańska ze swymi tradycjami i wierzeniami
oraz pozostałości starożytnych cywilizacji co roku
przyciągają turystów z całego świata.
Atrakcję
turystyczną Andów stanowi kultura duchowa
i materialna mieszkańców, ich zwyczaje, folklor czy obrzędy religijne.
Dominującą religią jest w Boliwii oficjalnie katolicyzm. W praktyce jednak
to kraj, w którym obok katolicyzmu nadal kultywowane jest pogaństwo.
Wiele z lokalnych wierzeń ma swoje korzenie w kulturze Aymara i Quechua.
Dominującym we wierzeniach rdzennych
mieszkańców jest kult Pachamamy,
czyli Matki Ziemi. Uznawana za opiekunkę natury i płodności Pachamama
jest czczona podczas licznych rytuałów i festiwali. Mieszkańcy składają
ofiary w postaci jedzenia czy napojów, aby zapewnić sobie
pomyślność, urodzaj i przychylności Matki Ziemi.
Cała
Boliwia żyje targami, które kipią kolorami i zapachami.
W każdym mijanym miasteczku można trafić na barwne kramy
pełne rękodzieła, a także produktów tkanych z wełny, wyrobów
rzemiosła artystycznego, tradycyjne instrumenty muzyczne, itp.
W La
Paz znajdziemy wiele takich targów, a najciekawszy wydaję się
Mercado de los Brujos, czyli Targ Czarownic, na którym można zakupić
wszystkie niezbędne do czarów i szamańskich obrzędów przedmioty.
Wśród oferowanych towarów są nie tylko zioła czy naturalne leki,
ale też dziwne posążki, amulety, składniki magicznych mikstur
o niezbadanych właściwościach oraz… suszone płody lam
stanowiące mocny szok kulturowy dla przyjezdnych…
I choć
budzi to przykry widok, to płody lam pochodzą głównie
z naturalnych poronień lub martwych urodzeń. Ciąże u lam i alpak są
delikatne, a trudne warunki panujące na dużych wysokościach w Andach
(surowy klimat, mróz) sprawiają, że samoistne poronienia występują u tych
zwierząt stosunkowo często. Hodowcy zbierają martwe płody i sprzedają je
handlarzom. Zdarzają się też sytuacje, w których ciężarna lama zostaje poddana
ubojowi z powodów mięsnych. Dlatego na straganach można oglądać płody –
od kilkutygodniowych (bez sierści), po niemal w pełni rozwinięte…
I tu
pojawia się pytanie: po co komu zasuszone płody lam?
Otóż są one wykorzystywane przy budowaniu nowych nieruchomości
do zapewnienia błogosławieństwa Pachamamy. W miejscu przeznaczonym
pod zabudowę, odprawia się rytuał polegający na złożeniu ofiary Matce Ziemi.
W tym celu pali się wysuszoną lamę, a proch rozsypuje w miejscu fundamentów.
Ma to zapewnić bezpieczeństwo i jest rodzajem podziękowania za możliwość
wybudowania domu. O ile wykształceni Boliwijczycy nie do końca wierzą
w taką konieczność, o tyle robotnicy i budowlańcy nie będą chcieli
pracować, dopóki nie zapewni się im możliwości wypełnienia
obrządku złożenia ofiary z lamy dla Pachamamy.
Obok zasuszonych
płodów lam sprzedawane są zioła, przyprawy,
liście koki, nasiona, posążki, a także preparaty o magicznych mocach.
Wkraczam więc w tajemny świat prozdrowotnych mikstur na ból nogi,
głowy, wątroby, niestrawność, po bardziej zaawansowane specyfiki,
w tym też na…problemy z erekcją, niskie libido, oziębłość w łóżku.
Okazuje się, że na wszystko znaleźli remedium ;-)
Takich
miejsc jest dużo więcej, szczególnie w El Alto:
ulice z szamanami, gdzie pali się święte drewno palo santo,
odprawia rytuały, leczy za pomocą medycyny naturalnej,
ziela wszelkiego, wróży z kart lub z liści koki.
Królują
tu cholity – Boliwijki z plemienia Indian Aymara.
Są symbolem Boliwii oraz przedłużeniem
jej tradycji i historii.
Podróż
przez Boliwię umożliwiła mi poznanie bogatej kultury
i historii regionu, ale okazała się też spotkaniem z magią i egzotyką.
Na tym już kończę mą boliwijską wyprawę, choć z tego niezwykłego
kontynentu pozostały mi niepublikowane jeszcze przygody z Peru ;-)
Ale i to spełnione marzenie udokumentowane obszerną fotorelacją
doczeka się kiedyś niejednej opowieści na kartach bloga.
Życzę ciepła w sercu na ponure, listopadowe dni 💖
Anita























Komentarze
Prześlij komentarz